Jak latem przechytrzyć okonie

29314324_1848065648585363_2216428563274399744_n

Rafał Malinowski
Tester EFFZETT

Okres lata niewątpliwie jest dla nas wędkarzy dość uciążliwy z racji wysokich temperatur w ciągu dnia. Dlatego też jeśli mamy możliwość, zrywamy się dość wcześnie, lub nie śpimy wcale aby zdążyć na poranną zabawę z drapieżnikami. Wiele osób z racji codziennych obowiązków, najczęściej planuje swój wyjazd po pracy na kilka godzin przed zmrokiem. Gdybyście zapytali mnie czy wolę poranne, czy wieczorne godziny – oczywiście odpowiedziałbym poranne. Pamiętajcie, że z rana możemy trafić na płytkich blatach nocnego wilka czyli sandacza, a najczęściej przy linii brzegowej pasiaki którym o świcie nie przeszkadza zbyt wielka obrotówka, czy większy wobler. Częstym widokiem, choć nie zawsze są niesamowicie widowiskowe ataki okoni na powierzchni wody uganiających się za tegoroczną drobnicą. Każdy z Was zapewne posiada jednego popera, kilka obrotówek, wirujących ogonków tak więc „nie samą gumą żyją ryby”.

1

Po porannych wariacjach na płyciznach, kiedy słońce już zagląda swoimi promieniami na dość ciepłą przy powierzchni wodę nie zawsze okonie chętnie podążają jak sandacze na głębsze partie. Częstym zjawiskiem ostatnimi laty prócz ataków powierzchniowych okoni są oczywiście zawsze zwarte i gotowe do działania bolenie. Choć wcale nie są łatwe do współpracy, to właśnie z rana możemy spodziewać się przyłowu nawet w ostatniej fazie zwijania  przynęty pod lustrem wody. Pomimo tego, że większość spinningistów woli okres jesieni, to przyznam Wam się bez bicia – latem równie dobrze można pobawić się z drapieżnikiem.  Wszystko jest oczywiście uzależnione od wielu czynników, obserwacji, czy podążania za rybą. Dlatego warto czasami rzucić okiem na echosondę, która w większości przypadków wyprowadza nas z  rutynowych założeń czy wcześniejszych doświadczeń. Przykład? Bardzo proszę! Często obserwuję wędkarzy, którzy ustawiają się na miejscach tych samych. Dlaczego? Ponieważ kiedyś w tych miejscach łowili ryby. Powtarzalność w przypadku drapieżników bywa różna. Oczywiście rzeka, rzece czy jezioro jeziorowi nie równe, jednak najważniejsze w całej tej układance jest doświadczenie i przewidywalność, którą każdy z nas posiada w większej lub mniejszej mierze.  Jeśli już dobierzemy się rybom w paski do skóry to palące słońce nie jest tak ważne jak to, że kolejny raz udało nam się dokonać tego co jest dla nas najważniejsze.

2

W godzinach przedpołudniowych najczęściej sięgamy po silikon i obławiamy miejsca ciekawe przede wszystkim dla ryb, które choć na chwilę je zatrzymują. W moim przypadku kolejność przedpołudniowego menu to oczywiście:  Longhorn, Greedy Shad i na deser Grub, który w ostatnich kilku wyjazdach udowodnił swoją skuteczność. Grub to przynęta z ogonkiem jak standardowy twister.

20180730_212156

Po dłuższych przemyśleniach przede wszystkim skutecznego stylu prowadzenia „ na wleczonego” skojarzyłem fakty. Tak jest! Rak jest w trakcie wylinki, dlatego kopytko przegrywa z twisterem.

3

Pomimo sporej ilości przerzuconych okoni, tęsknota za kontaktem z sandaczem jest zdecydowanie silniejsza. Posiadając spory arsenał przynęt miękkich, mimo wszystko Longhorn zasługuje na miano przynęty idealnej.

37239761_1584315161696394_2420450874317864960_o
Wąska, drobna praca bez znaczenia czy przynętę uzbroję na 10g. czy 25g. główce jig jestem pewny po dobrym namierzeniu mętnookiego, że w jakiś sposób skuszę drapieżnika do współpracy. Choć nie zawsze jest tak jakbym chciał, czasami uda mi się choć na chwilę popatrzeć sandaczowi w oczy mówiąc po cichu: „Tylko nie rozpowiadaj innym bo pójdzie fama, że @Spigot jest na wodzie”
4

Z Wędkarskimi Pozdrowieniami,

Rafał Malinowski