Wędkarskie wspomnienie sezonu 2018

Z1 H

Rafał Malinowski

Tester/Konsultant EFFZETT

 

Jak co rok o tej porze, przychodzi czas na podsumowanie kolejnej przygody z wędką w dłoni przy boku marki EFFZETT. W pierwszym kwartale długo jak zawsze wyczekiwane wędrówki po rzekach pstrągowych. Muszę przyznać to właśnie podczas łowienia pstrągów wpadłem na genialny pomysł przezbrojenia MICRO FLEX w domowych warunkach na model castingowy. Niesamowita frajda z pierwszych holi modelem 1-7g. Po odchudzeniu blanku z przelotek spinningowych wędzisko nabrało charakteru i niesamowicie przyspieszyło dostając pazura. Choć wiele osób skwituje „z taką zapałką na pstrągi ?” odpowiem i owszem, ponieważ u nas większość ryb w czerwone kropki to przedział wielkościowy 30-40cm. Ta seria to niesamowite blanki, diabelsko czułe, o średnim zapasie mocy w dolniku. Z góry założyłem, że to będzie dobry ruch w kierunku wędziska Ultra Light i tak też się stało.

1

Luty jak zawsze jest miesiącem wielkiego wydarzenia wędkarskiego, a dokładnie mowa o największych Targach Wędkarskich RYBOMANIA które co roku odbywają się w Poznaniu. To niesamowita impreza, która na stałe zagościła w naszych wędkarskich sercach. Miejsce w którym tak wielka rzesza ludzi może podać sobie dłoń, porozmawiać, powspominać, czy zaplanować. Tak to wszystko wygląda z pozycji zwiedzających, czyli wędkarzy. Przyznam Wam szczerze, że z pozycji wystawców również „pozytywne uczucia” przelatują przez wszystkie stoiska. Niesamowita radość, kiedy tłumy odwiedzają nasze stoisko. To Wasze zainteresowanie, chęć dotknięcia, sprawdzenia w basenie i wiele innych gestów, czy rzeczy choćby wspólne rozmowy na które zawsze brakuje czasu.  W tym roku mieliśmy sporo nowości w postaci przynęt jak również wędzisk. Pomimo tego, że był basen na naszym stoisku, cholernie brakowało mi prezentacji przynęt w akwarium. Ta adrenalina czy wcelujesz przynętą na koniec akwarium 😉 hahahahaha (oczywiście żart) Tak całkiem poważnie akwarium to szansa dla adeptów, lub osób które zaczynają swoją przygodę z wędkarstwem. To miejsce gdzie spory bagaż wiedzy można wyciągnąć z techniki prowadzenia. To miejsce gdzie widzimy jak pracuje dana przynęta. To miejsce gdzie widzimy przede wszystkim reakcję ryb. Zbliżające się targi 2019 mam nadzieję będą jeszcze bardziej wybuchowe z większym BUMMM przede wszystkim dla całej firmy DAM i brandu EFFZETT. Spora ekspozycja nowości będzie na Was czekać, a przez te trzy dni będziemy do Waszej dyspozycji. Z tego miejsca chciałbym również całym zespołem DAM podziękować za zainteresowanie i zaufanie jakim nas darzycie. Nic tak nie buduje jak Wasza wszechstronna aktywność w internecie i na LIVE, kiedy mamy okazję się spotkać.

2

Przełom maja to aż dwa wyjazdy do Szwecji. Pierwszym strzałem szkiery Św. Anny i odwiedzenie starych śmieci. Standardem jest już chyba właśnie na szkierach pokonywanie sporych odległości po wodzie. Charakterystyczne miejsca, nieobliczalne zatoki i ich piękno wywierają zwiększoną aktywność kumulując na końcu języka stwierdzenie  „muszę to sprawdzić” Więc w większości przypadków brakowało nam dnia, nawet jeśli postanowiliśmy codziennie odwiedzać kolejną strefę niesamowicie rozległej wody. Po kilku dniowym rekonesansie już wiedzieliśmy, że szczupaki odpoczywają po tarle na płytkiej szybko nagrzewającej się w ciągu dnia wodzie.  Choć aktywność „pistoletów szkierowych” była nawet zadowalająca, to jednak sporym problemem było namierzenie szczupaków powyżej 80 cm. Oczywiście rodzynki trafiały się, lecz definitywnie ryby nie reagowały na większe przynęty. Hybride Jerk, Natural Perch to moi główni bohaterowie szkierowych zmagań. Jak zawsze na początku zbroimy się w „BIG SIZES” mocne jerkówki, lecz z każdym kolejnym dniem zmniejszamy te wielkości o kolejne mniejsze modele 😉 Niestety sporą przewagę nad Jerkami, czy ślizgaczami miały zwykłe shady w wielkości powyżej 10 cm. uzbrojone na haku offsetowym o masie 0,0nic g. W tym momencie warto wspomnieć o roli testera. Teoretycznie jedziesz na ryby, teoretycznie nastawiasz się na robienie materiałów z nowymi przynętami (od tego jesteś) Patrzysz na drugą jednostkę łowiącą obok Ciebie, która rewelacyjnie radzi sobie łowiąc szczupaki na Longhorny uzbrojone tylko w hak offsetowy, a Ty ? ………..jak osioł z uporem maniaka stawiasz wszystkie karty na jedną, lub dwie przynęty – bo, ponieważ ? musisz…… od tego jesteś……. chcesz zrobić te cholerne materiały.  Kiedy mija kilka godzin i stwierdzasz „ale mi dowalili” co robisz ? szukasz tego cholernego haka offsetowego z czeburaszką i uzbrajasz ten sam model Longhorna. Po kilkunastu rzutach jednak okazuje się, że nawet 5g. jest za ciężko. Jest zabawa ? jest impreza ! powstaje nowe hasło wyjazdu „Spigot ściągnij kulkę”.

3

Kiedy po powrocie z krainy wikingów zaczynasz odnajdować się w domu i wszystko wraca do normalnego rytmu, przychodzi niedosyt. Masz dość jerkówek ciężkich klocków, wiatru, fal i setek kilometrów przemierzonych po słonej wodzie co robisz? Szukasz ukojenia, harmonii w delikatnym sprzęcie, w zaciszu górskich krajobrazów czyli uciekasz tam, gdzie serce zawsze mocniej bije. Oczywiście mam na myśli pstrągi, jednak w innych okolicznościach – bo na stojącej wodzie. To niesłychanie odmienny styl łowienia porównując do dzikich rzek górskich z tą różnicą, że nie przemierzasz sporych ilości kilometrów uganiając się za dzikusami. Oczywiście woda stojąca również wymaga poświęcenia, zmian miejsc,  jednak charakter samego łowienia jest zupełnie odmienny. Tam gdzie czasami bywam łowisko ma charakter jeziora zaporowego z dość głęboką rynną, jednak występują półki, łagodne długie piaszczyste stoki, oraz wpływ rzeki bardzo mocno wypłycony gdzie muszkarze mają swój raj na ziemi. Woda chłodna, wystarczająco  natleniona to rewelacyjne środowisko dla pięciu gatunków ryb: pstrąga potokowego, tęczowego. Miłym zaskoczeniem są ciekawskie palie, okonie, oraz pozbawiające najczęściej przynęt szczupaki.  Tego typu łowisko wybacza wszelkie niepowodzenia wędkarskie, lecz potrafi również być chimeryczne.  Kiedy już określisz na jakiej głębokości baraszkują ryby, pozostaje kwestia doboru przynęty. Jeśli wstrzelisz się w dzisiejsze „menu” zaczynasz ekstremalną zabawę w postaci widowiskowych holi, wyskoków ponad taflę wody i niesamowitej ilości odjazdów ryb spod nóg. Nie jestem w stanie opisać w słowach samego holu ryb, ponieważ bez znaczenia czy jest to palia, czy większa tęcza to każdy z tych gatunków daje mocno popalić okładzinom ciernym hamulca kołowrotka. Czy tego typu łowienie zamieniłbym na dziką rzekę ? Oczywiście, ze nie !!! Największą moją tęsknotą jest rzeka Drawa w okolicach Zatomia, na którą muszę się wybrać w nadchodzącym sezonie 2019.

4

Drugim majowym strzałem do Szwecji, był cel jeziora. Dziewicze rewiry w moim przypadku w szybkim czasie zostały wraz z moim kompanem na łodzi rozpracowane do perfekcji. Oczywiście dominował okoń z sandaczem biorąc nauczkę z wcześniejszego wyjazdu 😉 wystarczyło tylko zmienić hak offsetowy z kulką 😉 na zwykłą główkę jigową i bawiliśmy się, jak u siebie na podwórku. Linia brzegowa z zejściem 4-12m. dominowała do momentu kiedy przez przypadek trafiliśmy na środku jeziora na wychodzące pod lustro wody ogromne kamienie niczym skały, w których grasowały większe okonie. Podobnie jak na wyjeździe wcześniejszym, większe przynęty nie grały pierwszych skrzypiec. Więc postawiliśmy „rozwalić” wodę greedy shadem i longhornem. Bez problemu ryby współpracowały, co po kilku dniach zaczynało powiewać delikatną nudą. Warto zaznaczyć, że końcówka maja to rewelacyjny okres w którym można zastosować szeroki wachlarz przynęt, oraz wiele technik łowienia. Tak więc bawiliśmy się na lekko, na ciężko, u góry i przy podłodze. Wyśmienicie oksy reagowały na nasze obrotówki przy powierzchni, natomiast przy podłodze nawet 13cm longhorn nie robił na nich wielkiego wrażenia. Sandacz ? jak zawsze…. Miejsce jako miejscówka musiało mieć to coś  z racji tego, że przy okazji zmian miejscówek robiłem batymetrię, w szybkim czasie odsłoniły nam się sandaczowe osiedla. Zaraz, zaraz – a co ze szczupakami zapytacie? W końcu Szwecja ! No tak…..Na szczupaki mieliśmy chytry plan w ostatni dzień. To było jak plan uderzenia na wroga z zaskoczenia 😉 Mając możliwość łowienia na drugim mniejszym jeziorze wyłożyliśmy na tacy nowości na sezon 2019, a w tym główną rolę grał NATURAL PERCH Paddle Tail. Wystarczyło nam 5h dryfu od świtu, aby wspólnie z Przemkiem stwierdzić „ O stary pozamiatane” Mamy to !!!!

5

6

Z początkiem czerwca tak naprawdę  sezon wędkarski zaczyna się dla wielu z nas. Oczywiście mowa o jednostkach pływających i możliwości łowienia z nich. Nie ukrywajmy, wiele osób wyczekuje tych magicznych brań z niesamowitym pstrykiem na szczycie. Te wytęsknione brania sandaczy potrafią nawet się śnić, a okres wyczekiwania pięciu miesięcy to jednak kawał czasu. Początkiem czerwca nawet nie marzę o wyjazdach na znane łowiska w Polsce z racji tłoku i dużej presji. Dlatego też wolę popływać na pobliskich akwenach, choć i u nas rodzina „sandaczowców” z roku na rok staje się coraz większa.  Zapewne już wielu z Was się przekonało, że jest to ciężki kawałek chleba zwłaszcza patrząc na niesamowitą presję, być może modę, bo jednak sandacz to bardzo popularny gatunek ryb wśród wędkarzy i nie tylko w Polsce. Wracając do rozpoczęcia sezonu, uśmiech na twarzy pojawia się dość często, kiedy pod powierzchnię wody wyjeżdża bez znaczenia na wielkość metnooki. Przyznam Wam się bez bicia, że to chyba najpiękniejszy scenariusz, kiedy możesz spojrzeć oko w oko sandaczowi. Być może to są tylko moje odczucia, jednak te kilka lat nauczyło mnie szacunku właśnie do tego gatunku ryb. Sam moment wypuszczania ryby mógłbym oglądać w „SLOW MATION” po kilka razy dlaczego ? przytoczę słowa z ewangelii „Oddajcie cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”  Być może zabrzmiało to zbyt poważnie, jednak człowiek z wiekiem nabiera powagi i rozsądku zwłaszcza patrząc na wirtualny świat, który zawładną sporą ilością wędkarzy. Czerwiec jak co rok okazuje łaskawość w aktywności sandaczy, po czym delikatnie gaśnie z wielu względów. Oczywiście wczesne wstawanie i obławianie płytszych partii łowisk bladym świtem przynosi oczekiwany efekt, jednak w porze dnia w zależności od pogody, a dokładnie mowa naświetleniu wody sandacz lubi podnieść „tyłek” i baraszkować w toni.

Okres lata jak dla mnie jest najlepszy okresem okoniowej gorączki. Te wczesne zrywanie się w środku nocy, aby zdążyć na budzący się nowy dzień nad wodą. Ten spokój, ta cisza, ten śpiew pierwszych ptaków i to niesamowite skradanie się na płytkiej wodzie za pierwszymi braniami. Okres lata to również niesamowite możliwości zastosowania technik łowienia zwłaszcza okoni. Obrotówka z większą paletką nr 3, a nawet 4. Drop Shot, standardowy opad, twitch mniejszymi woblerami, obławianie powierzchni lustra wody top waterami, aż po małe jaskółki na mikro dociążeniu. To okres gdzie zabierasz las wędek a w rezultacie łowisz jedną 😉 to okres w którym bijesz rekordy ilościowe pudeł z przynętami, a w rezultacie łowisz kilkoma 😉 to przede wszystkim okres, w którym warto często zmieniać miejsce tropiąc żerujące w toni stada okoni, a jeśli już wzrokiem wypatrzysz buszujące na powierzchni to tracisz zupełnie głowę 😉 To jest prawdziwe wędkarstwo !!! kiedy masz tyle możliwości i nie wiesz od czego zacząć. Spinningiści z dużym doświadczeniem powiedzą, że poważny spinning zaczyna się od pierwszych przymrozków. Jest sporo w tym racji, jednak latem czujesz się jak młody Bóg. Krótki rękaw, wstające piękne słońce, a kiedy zegar wskaże godzinę  11:00 uciekasz gdzie pieprz rośnie lub szukasz skrawka cienia. Tak całkiem serio dzień można podzielić na dwa wypady tj. wczesny ranek, lub późniejsze popołudnie.  Co jeszcze jest piękne w łowieniu okoni latem? Bardzo częste przyłowy sandaczy i szczupakowych pistoletów. Z czego wynikają tego typu  częste sytuacje ? Oczywiście zarówno jak i okoń, tak i reszta ryb drapieżnych stara się żerować na tym samym narybku z racji ogromnych ilości ławic. Właśnie ten rok był niesamowicie obfity w narybek. Przyznam Wam się szczerze, że do października okoń potrafił schodzić na głębszą wodę. Po czym wystarczyło kilka ciepłych dni, aby znów można było pasiaki łowić na wodzie 3-5m. Niesamowite wspomnienia rok w rok mam właśnie z okresu lata. Być może z racji wieku czym starszy jaszczur, tym dłuższy czas wygrzewania. Tak czy siak wędkarski okres lata i tropienie okoni w toni, to niesamowite wyzwanie, frajda i zabawa. Zapewne wielu z Was przyzna mi rację.

7

Kiedy już jesień intensywnie zagościła malując liście drzew postanowiłem intensywniej spoglądać na echosondę, czy drapieżnik ma w ogóle zamiar zejść na „podłogę” Dokładniej ?! czy przebywając ciągle w toni w końcu zmieni położenie, czyli zejdzie  w głębsze partie wody żerując metr, półtorej nad dnem. Na kilku pobliskich łowiskach oczywiście tak też się stało. Zabawa zaczynała się na głębokościach od 8m, a imponujące było to, że niechętnie sandacz reagował na większe przynęty. Stąd też pomysł na zabawę delikatnymi wędziskami z małą masą główki jigowej, aby poprowadzić przynętę w wolnym opadzie. Oczywiście efekt był imponujący jak na nasze biedne wody, jednak na nic większego liczyć nie można było łowiąc przynętami o wielkości 4” (10 cm) Zapytacie czy to szczyt moich możliwości? Oczywiście, że oczekiwania zawsze są większe i tak też wybiórczo na kilka rzutów czesałem wodę BIG GAME zestawem z główką 35g. i przynętą  STRIKE SHAD o długości 17cm. Nie skłamię jeśli napiszę, że skusiłem na duży format może 4 ryby, które w rezultacie nie przekraczały magicznych 80 cm.  Tak więc nawet późną jesienią duża przynęta nie znaczy duża ryba. Wnioskuję po wielu niezaprzeczalnych faktach, że obfitość w drobnicę w tym roku pobiła rekordy. W listopadzie łowiąc sandacza 70+ w fazie końcowej holu na moich oczach wypluł 3 płocie w wielkości 8-10cm. To było potwierdzenie moich przypuszczeń dlaczego wielki rozmiar przynęt nie gra pierwszych skrzypiec.  Oczywiście gdy mnie zapytacie czy lubię łowić późną jesienią drapieżniki ? Odpowiem nie ! dlaczego ? Oczywiście wszystko uzależnione jest od warunków panujących i przede wszystkim temperatury wody. Jednak sami przyznacie, ze późną jesienią brania (mam na myśli agresję) nie są tak imponujące jak w okresie czerwiec- październik. Prowadzenie przynęt również możemy porównać do prędkości ślimaka najczęściej wybierając luz jednym obrotem korby kołowrotka. Reasumując swój przedostatni wpis napiszę to bardzo krótko. W łowieniu sandaczy nie ma utartych wielu schematów. Oczywiście kilka jest powtarzalnych jak technika prowadzenia, (różnice) w szukaniu ryb w czerwcu, a szukaniu ryb w listopadzie. Przyznam Wam i dłużej je staram się łowić, tym bardziej rok w rok jestem rozstrzelany. Czy jest to spowodowane warunkami panującymi w przyrodzie, czy może presja wolnymi krokami zabija właśnie ten gatunek. Sami sobie odpowiedzcie …..

9